Książki to jedna z moich wielkich miłości. Dlatego też wybrałam taki a nie inny kierunek studiów (ah, jak marzyłam o pracy w wydawnictwie). W podstawówce uwielbiałam spędzać przerwy w bibliotece. Moja radość była przeogromna kiedy mojej klasie przypadła pomoc pani Bibliotekarce. Nawet dostawałam dyplomy za najwięcej przeczytanych książek w bibliotece w ciągu roku szkolnego odstawałam. I tak od tego czasu - oczywiście wyłączając okres buntu licealnego - książki są ze mną zawsze.
Co lubię czytać? Wszystko! Co można zauważyć na blogu. Uwielbiam powieści z ciekawym tłem, wielkie miłości i podróże w nieznane. Najchętniej sięgam po Erica-Emmanuela Schmitta i Jodi Picoult. Te książki też kupuje w wersji papierowej.
Ostatnio, po rozmowie z koleżanką, zaczęłam zastanawiać się nad wyższością książki papierowej nad elektroniczną. Uwielbiam zapach książek, szelest stron czy możliwość używania zdjęcia w roli zakładki. Zawsze marzyła mi się wielka, domowa biblioteczka, ale niestety mieszkanie w blok trochę ogranicza możliwości. Wtedy z wybawieniem przychodzą czytniki książek. Jest mniejszy, lżejszy, a książki można przechowywać w wirtualnej przestrzeni. Niestety jeszcze nie dorobiłam się Kindla, ale empikowy zamiennik daje sobie świetnie radę już od 4 lat. Zabieram go ze sobą w podróże. Minusem jest fakt, że czasem lubi się rozładować. Cóż, elektronika.
Ciężko mi stwierdzić, który typ książki jest dla mnie lepszy. Obie uwielbiam i cenię. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła funkcjonować przez dłuższy czas bez obu typów książki. Ostatnio sytuacja mnie zmusiła ograniczyć się tylko do książki papierowej, a rozpoczęta elektroniczna czekała. Na szczęście mam Pana Męża, który z elektroniką jest w za pan brat. Ale na szczęście wszystko już wróciło do normy.
Ostatnio, po rozmowie z koleżanką, zaczęłam zastanawiać się nad wyższością książki papierowej nad elektroniczną. Uwielbiam zapach książek, szelest stron czy możliwość używania zdjęcia w roli zakładki. Zawsze marzyła mi się wielka, domowa biblioteczka, ale niestety mieszkanie w blok trochę ogranicza możliwości. Wtedy z wybawieniem przychodzą czytniki książek. Jest mniejszy, lżejszy, a książki można przechowywać w wirtualnej przestrzeni. Niestety jeszcze nie dorobiłam się Kindla, ale empikowy zamiennik daje sobie świetnie radę już od 4 lat. Zabieram go ze sobą w podróże. Minusem jest fakt, że czasem lubi się rozładować. Cóż, elektronika.
Ciężko mi stwierdzić, który typ książki jest dla mnie lepszy. Obie uwielbiam i cenię. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła funkcjonować przez dłuższy czas bez obu typów książki. Ostatnio sytuacja mnie zmusiła ograniczyć się tylko do książki papierowej, a rozpoczęta elektroniczna czekała. Na szczęście mam Pana Męża, który z elektroniką jest w za pan brat. Ale na szczęście wszystko już wróciło do normy.
A wy jaką książkę wybieracie? Elektroniczna czy jednak jesteście wierni tradycyjnym?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz